BLOG

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są mojego autorstwa. jeśli cytuję innego autora, podaję źródło. wyrażam zgodę na kopiowanie tekstu tylko z aktywnym linkiem do bloga i podaniem autora. życzę przyjemnej lektury 🙂 Michał ‚el Zorro’

piramida imigrantów

Niedawny wykład Guillermo Monti w Casa Buena i Wasze zachęty, by wreszcie zacząć pisać, skłoniły mnie do otwarcia na naszej stronie BLOGA. Po co on potrzebny? Największą motywacją do publikowania tekstów związanych z tangiem jest bez wątpienia nasza idea – by uczyć TANGA nie tylko jako techniki tańca, ale jako pewnej całości: sztuki, muzyki, kultury i historii. Od początku mojej tangowej drogi interesuję się wszystkim, co znajdę w książkach i internecie, chłonę każą niekończącą się rozmowę z Argentyńczykami, opowiadam Wam na zajęciach… wreszcie czas na lekturę 🙂

Pierwszy artykuł będzie – nie przez przypadek – o piramidach. tych demograficznych, które „zbudowali” przybywający do Buenos Aires imigranci. Jest to niezwykle ważny temat, bo pokazuje prawdziwe tło powstania naszej pasji. Zatem, miłej lektury 🙂

 

Na początek użyjmy wyobraźni. Jest rok 1915. Po kilkunastu dniach podróży przez Ocean wysiadasz w porcie Buenos Aires, podobnie jak pozostali towarzysze mało wygodnej przeprawy. Jesteś dwudziestokilkuletnim Włochem z Umbrii i jedyne co potrafisz, to szybko biegać. Przyjeżdżasz do Buenos, bo jest tu już Twój kuzyn i wujek, przyjeżdżasz bo im i pozostałym, o których słyszałeś, żyje się tutaj lepiej niż w od niedawna niepodległych Włoszech. Praca znajduje Cię sama i zostajesz gońcem dziennika miejskiego. Coś w sam raz na Twoją kondycję! Razem z Tobą tylko w tym 1915 roku do Buenos Aires sprowadzi się… 45.290 osób zza Oceanu…

Ta cyfra robi wrażenie. To tak, jakby jednego roku WSZYSCY mieszkańcy takiego Kołobrzegu, albo Krosna, albo Kutna, albo Dębicy spakowali swoje walizki i przeprowadzili się na drugi koniec świata W JEDNO MIEJSCE. A mówimy tylko o jednym roku. Gdyby pokusić się o sumę wszystkich imigrantów z lat 1853 – 1930, którzy dosłownie napłynęli do Buenos Aires, w zaokrągleniu wychodzi nam 6.000.000 ludzi! Nie dziwi więc fakt, że stolica Argentyny była w tym okresie najbardziej rozwijającym się miastem świata. 

Zastanówmy się jeszcze chwilę, kim głównie byli ci imigranci i co tak bardzo ciągnęło ich do Buenos? Słyszałem już w opowieściach, ale dopiero dotarcie do twardych danych statystycznych pokazuje, jak bardzo zmaskulinizowane były wówczas miejskie ulice. Na piramidach demograficznych zaznaczono ilość mężczyzn i kobiet w zależności od wieku. Białe paski oznaczają urodzonych w Buenos, czarne oznaczają przyjezdnych. Paski po stronie męskiej wskazują na wyraźną przewagę imigrantów – mężczyzn w wieku produkcyjnym. Fale przyjezdnych zza Oceanu zaburzyły całą strukturę społeczną, tworząc wyjątkową, nieregularną i przesuniętą w męską stronę, piramidę. Chociaż mówi się, że globalnie na całym świecie stosunek liczbowy kobiet i mężczyzn jest w miarę wyrównany, to sytuacja, że po ulicach chodzi zdecydowanie więcej facetów w wieku 20-40 niż kobiet, jest zupełnie niewyobrażalna (o ile się nie mylę, dzisiaj tylko na Islandii jest statystycznie więcej mężczyzn, ale różnica jest minimalna – dokładnie 1,03 mężczyzn na kobietę ;).

Dlaczego te dane są w ogóle istotne? Bo to właśnie w takim mieście, dusznym od testosteronu pachnącym tęsknotą za kobiecym objęciem rozwija się tango. 

Wraz z tak nagłym wzrostem populacji już w 1875 roku w Buenos Aires legalizują prostytucję. Wraz z legalizacją powstają organizacje, z początku legalne, które szybko zaczynają funkcjonować jako mafie, ściągając „pracownice” ze Starego Kontynentu. Niechlubne miejsce wśród nich zajmuje żydowska organizacja Zwi Migdal, działająca na terenach dzisiejszej Polski i Ukrainy. Sprowadza młode dziewczyny, głównie o żydowskich korzeniach, do Buenos pod pozorem legalnej pracy. Organizacja w 1920 kontroluje 2000 domów publicznych i ok. 4000 prostytutek!

Tak, to właśnie tam mężczyźni przychodzą, by poczuć dotyk kobiety. domy publiczne funkcjonują jednak dużo bardziej – powiedzmy kompleksowo – niż by nam się mogło wydawać. są miejscami spotkań towarzyskich, gdzie elita miejska miesza się z klasą średnią i robotniczą. tam tańczy się tango quebrado (zepsute tango), którego najpierw trzeba się w męskim gronie nauczyć. By zaprosić do brudnego tańca jedną z tamtejszych dam, należy je już znać. Więc pierwszymi nauczycielami są koledzy, ci, którzy już poznali tajniki nowego tańca. 

Abstrahując od okoliczności – taniec z kobietą musiał być wyjątkowym przeżyciem dla ówczesnych mieszkańców Buenos. nie dość, że pań było tak niewiele, to jeśli już miałeś szczęście i pochodziłeś z bogatego domu, tango było nieprzyzwoite i zakazane. musiałeś więc udać się do jednego z tych miejsc, gdzie wraz z innymi zapewne czekałeś na swoją kolej. a kiedy już przyszła, trzeba było pokazać… swoje umiejętności taneczne!

Sytuacja z tangiem zmienia się po jego triumfalnym powrocie z paryskich salonów, o czym napiszę w następnym artykule. Tango z Europy wróciło inne, ułożone, eleganckie, oficjalnie zaaprobowane przez elity. Zaczęła się w Buenos jego Złota Era. Przyszła wraz z kolejną falą imigrantów, tym razem bogatych Francuzów i innych Europejczyków, którzy nad La Platą zaczęli pomnażać swoje majątki.

Przyszedł czas na zmiany. Piramida demograficzna zaczęła się wyrównywać. Tango stało się bardziej „liso” (gładkie – to z niego narodził się styl de salon), zakazano prostytucji i zamknięto domy publiczne (grudzień 1936 roku), otwierano na potęgę szkoły tańca (zgadnijcie, kto mógł być pierwszymi Maestros), a tangowe orkiestry zarabiały krocie. I tylko na przedmieściach wciąż można było poczuć ducha orillero i quebrado – tanga bardziej brudnego (złamanego), które pamiętało jeszcze burdelowe parkiety.

korzystałem z następujących źródeł:

  1. http://www.cicred.org/Eng/Publications/pdf/c-c2.pdf
  2. https://www.buenosaires.gob.ar/noticias/como-era-buenos-aires-hace-100-anos
  3. http://www.laizquierdadiario.com/El-dia-que-se-prohibieron-los-prostibulos
  4. https://es.wikipedia.org/wiki/Zwi_Migdal